AIDAsol
No chyba ze juz typowo budzetowo to mozna leciec na pizzy, nawet te jednodolarowki sa calkiem zjadliwe i mozna sie zapchac jak glod zaatakuje pomiedzy zaliczaniem kolejnych atrakcji. No i muzeum historii naturalnej znane z ‘Noc w muzeum". Bardzo fajne i ogromne, ostatniego pietra nie mialem sily juz zwiedzac. Nie bylem chyba tylko w MOMA, oczywscie jesli mowimy o ‘glownych’ bo muzeow tam to jest pewnie z 50. W jednym z hangarow stoi tez prom kosmiczny Enterprise. Cena calkiem ok za 8 nocy ale zadzialala kombinacja cebuli czyli program lojalnosciowy bookingu -15% + rezerwacja przez apke bookingu tez urwala chyba z 200zl. Warto sobie pojechac na Key West albo przynajmniej na duzo blizsze Key Largo, zaje.biste ryby podaja.
Na urlop, w stronę Dunaju, w stronę Karpat, w stronę Morza Czarnego.
To trochę żart, ale większość serwowanych „szopskich” w Nesebyrze miała jedną oliwkę. Serbia twierdzi, że ich Szopowie (wynalazcy sałatki) mają serbskie pochodzenie i konflikt oczywiście gotowy. Po prostu, przed tą restauracją zatrzymała się nasza taksówka, a głód wskazał właśnie to miejsce. Widoki wspaniałe, zwłaszcza z tarasu – idealnie na romantyczny wieczór przy zachodzie słońca. O ile nie jestem fanem flądry, to turbota jak najbardziej skosztuję kolejny raz.
- Archeolodzy mają co robić, a Bułgarzy uwielbiają odbudowywać zrujnowane zabytki, możemy więc podziwiać całkiem dużo konstrukcji, które wyglądają mniej lub bardziej nowo.
- I od razu wiadomo, że to musiało być dawno, bo gdzie by dzisiaj znaleźć tak dużo dziewic w jednym miejscu??
- Być jednak w Brukseli i nie spróbować sztandarowego dania belgijskiej kuchni byłoby z mojej strony co najmniej faux pas.
- Kluczem do uzyskania słodko-gorzkiego smaku (takiego bitter) jest oczywiście obłędnie dobre któreś z belgijskich ciemnych piw.
- Pod koniec Wielkiej Wojny na chwilę Bułgaria ją odzyskała, a nawet nabyła część ziem rumuńskich i podeszła pod Kostancę.
- Powodem jest gigantyczny korek – taki czeka na kierowców w praktycznie każdej mijanej miejscowości na drodze z numerem 1.
- Zejście – bok hotelu KOKKINOS VILLAS – liczy sobie około 700 metrów, ale momentami stromo i kamieniście, chociaż większość drogi to utwardzony dukt dla samochodów.
TOP FIVE SANTORINI (No. – PIĘKNE MIEJSCA I GRECKA GOŚCINNOŚĆ
W okolicy znajduje się szeroka, piaszczysta plaża oraz tętniąca życiem promenada z licznymi restauracjami, barami i sklepami. Na najmłodszych czeka mini klub oraz wieczorne animacje, zapewniające aktywne spędzanie czasu, choć część programu skierowana jest głównie do francuskojęzycznych dzieci i bywa powtarzalna. To idealne miejsce dla osób, które chcą połączyć wypoczynek na piaszczystej plaży z korzystaniem z miejskich rozrywek i lokalnych restauracji. W okolicy znajduje się wiele barów, restauracji oraz sklepów, co pozwala urozmaicić czas spędzony nad morzem.
W pobliżu hotelu
Jedzenie można zamówić na wynos, kupić do własnego przygotowania lub po prostu skosztować na miejscu. Każde miejsce, w którym jedliśmy możemy polecić. Wszystko zrobi jakby od niechcenia – od przyjęcia zamówienia do zainkasowania rachunku, ale z jakimś dziwnym urokiem starej Turcji, której coraz mniej można znaleźć.
Czy hotel Barcelo Capella Beach Resort jest położony blisko plaży?
Ależ skąd, szyldów co prawda wisi sporo, ale z innych przybytków! Tutejszy kościół warowny jest jednym z najstarszych i ma słuszne rozmiary (zwłaszcza wieża), ale ocenimy go wyłącznie zza murów. Inaczej było w samym miasteczku, tam chciałem zajrzeć do gotyckiego kościoła (oczywiście ewangelickiego), lecz ten okazał się być placem remontowym. Bardzo podobny do tego w Râșnovie, choć mniej znany, więc i mniej skomercjalizowany.
Po zapadnięciu zmroku usiłujemy odnaleźć pewną spelunkę, ale trafiamy tylko na dość drogie knajpy obwieszone parasolami. Dziś Węgrzy to kilkunastoprocentowa mniejszość, Sasów pozostało kilkuset. Aż do połowy XX wieku większość ludności stanowili Niemcy, Węgrzy byli dopiero trzecią narodowością, ale z powodu polityki madziaryzacji używano wyłącznie węgierskiej nazwy.
Budynek (kremowa fasada skryta za niebieską) ma co najmniej trzysta lat, co było widać we wnętrzach. Z tego miejsca widać także jeszcze niższy poziom – salę Teresa (mina Terezia), a właściwie jej najbardziej fotogeniczny fragment, przypominający spodki kosmiczne! Liczby te w sumie nic nie mówią, ale widok na przyklejone z boków chodniki, a zwłaszcza widok z chodników sprawił, że na chwilę zaniemówiłem (zapewne swoje zrobił także mój lęk wysokości ). Na szczęście ból w zębach trochę odpuścił, więc na razie nie ma mowy o kończeniu wyjazdu, tylko o szykowaniu się do dalszej drogi!
A może wszystkie tak samo cieszą oko, bo w końcu wszystkie rosną na dawnych Wielkich Węgrzech? Początkowo drogi są bardzo dobrej jakości, potem – po zjeździe na boczne – asfalt staje się pofałdowany i mocno poklejony, lecz nie ma tragedii. Przejście Nyírábrány/Valea lui Mihai jest z gatunku tych mniej obleganych, więc nie spędzimy na nim zbyt dużo czasu, konkretnie nieco ponad dziesięć minut. Najwyraźniej Orban nie uznał cyklistów za część wrogiego lobby. Ludzi prawie nie widać, a jedyny hałas wywołuje przejeżdżający z rzadka tramwaj. Dziś ewangelikami jest około jednej trzeciej mieszkańców miasta, co może nie brzmi imponująco, ale Węgrzy są narodem znacznie bardziej sekularyzowanym niż Polacy (przynajmniej statystycznie).
Pokój 2 os. + 1 dostawka, boczny widok na morze
Na szczęście nadal jest tu tak dużo terenu, że każdy znajdzie własny kącik (nasz biały parasol cudem przetrwał wcześniejsze porywy wiatru i jako tako stał). Należy ono do akademii nauk, która prowadzi na nim jakieś badania Morza Czarnego (zasolenie i tym podobne), więc większość pomostu jest zablokowana bramą. Rzecz jasna jej część została zajęta przez prywatne podmioty, które ustawiły bary, stoliki, leżaki z parasolami. Mimo tłoku noce przelatywały raczej na spokojnie, wszyscy starali się szanować innych.
O godzinie 13-tej siedzieli w niej tylko Francuzi sącząc piwo (w większości) lub wino (w mniejszości) i jedząc le déjeuner. Robili ją na ogół mniej zamożni mieszkańcy, więc wersje na bogato pojawiały się później. Na stół wjechała woda mineralna (ale wcześniej nas uprzedzono, a raczej poinformowano). W końcu to knajpa prowadzona i zarządzana przez Włochów.
All inclusive
Na czym polega smak tej potrawy – oczywiście na prawdziwym beszamelu z gałką muszkatołową oraz nowe kasyna serze. Stanowczo za nisko oceniony przynajmniej według mnie. Kluczem do uzyskania słodko-gorzkiego smaku (takiego bitter) jest oczywiście obłędnie dobre któreś z belgijskich ciemnych piw.
Okolice Rosengård nie cieszą najlepszą sławą i nie są ulubionym miejscem weekendowych wycieczek mieszkańców Malmö. Jako, że miałem przewodnika dobrze znającego te klimaty, to zapuściliśmy się w rejony miasta, gdzie przeciętny turysta raczej nie dotrze. Nie byłbym sobą, gdybym nie zaliczył prawdziwej arabskiej kuchni w mieście, w którym ponad 20% populacji przyznaje się do arabskich korzeni. W końcu ten największy z krajów Skandynawii stanowił przystań dla wielu ludzi z różnych stron świata.
Jeszcze odniose sie do Florydy – bylem w Miami w tym roku 4x w miesiach Styczen – Kwiecien i pogoda byla jak najbardziej do wytrzymania. Szczególnie San Francisco, bo można je z buta pozwiedzać i zobaczyć mnóstwo lokacji znanych z filmów i ma metkę"najbardziej europejskiego" miasta. A szczerze mówiąc historyczne zwiedzanie stanów jest raczej mało ekscytujące (boston, Waszyngton, NY, Filadelfia, Chicago).
